piątek, 18 lipca 2025

Callas, moja rywalka

 


  Miłośnikom opery, a w szczególności Marii Callas, polecam nową książkę Ericha Emmanuela Schmitta "Callas - moja rywalka". Ta krótka forma literacka nie jest powieścią, jest raczej opowieścią o Carlotcie Berlumi, rywalce najsłynniejszej divy opery w XX wieku - Marii Callas. Postaci całkowicie fikcyjnej, stworzonej przez pisarza. Jednak w Carlotcie Berlumi jest kilka postaci zebranych jak w soczewce. Być może jest w Berlumi i Renata Tebaldi, faktyczna rywalka Callas, o której Maria   miała powiedzieć zapytana o spór między divami "To porównanie szampana z coca-colą" (Józef Kański " Mistrzowie sceny operowej"). W czasach słynnej Greczynki śpiewały także: Leyla Gencer, Brigit Nilsson, Joan Sutherland, czy Montserrat Caballe. Autor opowieści bynajmniej nie doszukuje się w postaci Berlumi, którejś z rówieśniczek Callas, choć wiadomo było, że miała całkiem liczne grono przeciwniczek. Opowieść Schmitta jest studium  nad zawiścią , posuniętą do psychozy i nienawiści wobec największej sopranistki dramatycznej XX wieku. Jednak to bardziej uniwersalne przesłanie, nie  odwołujące się tylko do scenicznej rywalizacji. O ile zazdrość potrafi w nas wyzwolić pozytywne reakcje, a więc dorównania komuś, komu zazdrościmy, o tyle zawiść jest w każdej mierze wyniszczająca osobę zawistną. Nie wyzwala w niej chęci zdrowej rywalizacji, ale po prostu chęć zniszczenia kogoś. Nie potrafi  się bowiem osoba zawistna pogodzić z faktem, że ktoś jest lepszy, ma większy talent, większą popularność itd. Zawiść potrafi przyjąć formę patologiczną, wręcz na pograniczu psychozy. Jak bowiem określić złorzeczenia osobie, nawet po jej śmierci, której nienawidzimy. A taki stan osiąga właśnie Carlotta Berlumi - bohaterka nowej opowieści autora Oskara i róży. Berlumi żyje zawiścią. Karmi się nią. Czyha na niepowodzenie Callas. Cieszy się z każdego niepowodzenia, jak choćby dramatu miłosnego z Onassisem. Z wszystkiego co tylko dotyka największej operowej divy XX wieku. Berlumi, ale nie tylko,  każdy  bowiem  kto żyje zawiścią, wydaje się że nie jest do końca świadomy jej destrukcyjnego działania na własną osobowość. I tak kończy się opowieść. Stara, zgorzkniała Berlumi zostaje zaproszona do jury konkursu Fundacji im. Marii Callas - w celu wyłonienia młodej utalentowanej sopranistki. Paradoks? Ktoś powie zemsta Marii zza grobu? Nie. To jasna odpowiedź, jak zawiść potrafi obrócić się przeciwko nam. 
Polecam na wakacyjny wypoczynek.

niedziela, 6 lipca 2025

W cieniu wielkiego pisarza

 


    

 
 O Jarosławie Iwaszkiewiczu wiemy dużo, a nawet bardzo dużo. Powieści, nowele, opowiadania, poezje, dzienniki i listy to dorobek literacki autora "Panien z Wilka", który dobrze znamy. A przecież był także sekretarzem Marszałka Sejmu - Macieja Rataja, pracował w ambasadzie polskiej w Kopenhadze, był prezesem Związku Literatów Polskich. Historią życia Iwaszkiewicza można by obdzielić kilka osób. Mniej i to zdecydowanie wiemy o jego żonie-Annie Iwaszkiewicz z domu Lilpop. Jej właśnie poświęca swoją opowieść  "W stronę Anny" - Sylwia Góra. Tytuł przynosi na myśl pierwszy tom cyklu powieściowego " W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta "W stronę Swanna". Fragmenty tego tomu przetłumaczyła Anna Iwaszkiewicz. Kobieta tyleż utalentowana co nieszczęśliwa, na której psychice zaciążyły niewątpliwie najpierw porzucenie przez matkę  w wieku dwóch lat. Jadwiga Lilpop-żona Stanisława zakochała się bowiem w pianiście Józefie Śliwińskim i dla niego odeszła od męża i dzieci. Jak musiało odbić się na psychice dwuletniej dziewczynki odejście matki o tym pisze Sylwia Góra. Powiedzieć można usprawiedliwiając matkę Anny - "serce nie sługa" . Sama Jadwiga Lilpop tak pisała "Kto nie żył w sferze promieniowania człowieka genialnego, kto nie dzielił życia wielkiego artysty, nie przebywał w zaczarowanym świecie poezji, nie miał tej egzystencji, gdzie do czegoś się dąży, czegoś oczekuje,[...] kto nie oddychał powietrzem wolnem od wszelkiego materializmu, ten nie może mieć pojęcia, jak ciężko potem [żyć] wśród bezdusznego tłumu. Jedyną ucieczką, jedyną pociechą moją jest muzyka i ten świat najdroższych mi wspomnień. Choć żyć niemi ma końca". Można to zrozumieć, ale nie można zrozumieć porzucenia dwuletniego dziecka. Nie wiem czy Jadwiga Lilpop wiedziała, że biorąc rozwód, porzucając męża dla innego, przede wszystkim porzuca dziecko.  Drugą traumą jakby dopełniającą obciążenie psychiczne była samobójcza śmierć ojca w roku 1930.  Przed tym Stanisław Lilpop często zapadał w depresję, co odziedziczyła Anna. Pierwszy psychiczny kryzys miała Anna mając 13 lat. W latch późniejszych, już będąc żoną Jarosława, załamanie nerwowe doprowadziło do leczenia nerwów najpierw w Batowicach a później w Tworkach. Wojnę Anna zniosła bardzo dobrze. Była znacznie bardziej odważna w swych poczynaniach i niesieniu pomocy niż mąż. W latach późniejszych, zbliżając się do jesieni życia, szczególnie przy jego końcu Anna znów zapadła w silne stany lękowe i depresję. Chcąc nad nimi zapanować popadła w bigoterię i dewocję.  
 Anna nie uczęszczała do szkoły powszechnej. Pobierała naukę w domu. Zadecydowała o tym ciotka Anny - Aniela Pilawitzowa, która de facto sprawowała opiekę nad dzieckiem po odejściu matki. Pobierała naukę w domu. Uczyły ją najlepsze guwernantki. Tym niemniej kompleks braku matury państwowej pozostał.  Ojciec też skłaniał się raczej do pobierania przez córkę nauki w domu niż w szkole. Córki Hani i Jarosława - Maria i Teresa - twierdzą, że to wynik "ciasnawego mieszczańskiego poglądu Lilpopów". Hanna jednak otrzymała gruntowne i staranne wykształcenie. Jednak tak wtedy, jak i dziś w Polsce liczy się dyplom i świadectwo ukończenia szkoły i sam talent niestety nie wystarcza. Można rzec, że to też "polski ciasnawy pogląd". Wystarczy rozejrzeć się, aby dostrzec ilu znanych pisarzy zagranicznych i polskich nie miało ukończonych szkół, bądź je porzucili: William Faulkner, Mark Twain, George Bernard Shaw czy Marek Hłasko. Swoją cegiełkę do nierozwinięcia w pełni talentu literackiego Hani dołożył sam Jarosław, który lekceważył jej pisarstwo. Z jednej strony krytykując "niedanie Hani odpowiedniego wyksztalcenia" z drugiej strony podchodząc lekceważąco do jej prób pisania. A była kobietą wszechstronnie utalentowaną. Tak muzycznie, jak literacko. Wystarczy przeczytać jej Dziennik lub listy do Jarosława, jak pięknym literackim stylem są pisane. Trzeba było mieć nietuzinkowy talent, aby grać partie fortepianową Skriabina w Filharmonii Narodowej. Twórczość literacka Anny Iwaszkiewicz to przede wszystkim eseje na temat twórczości Marcela Prousta i przetłumaczenie kilku rozdziałów " W stronę Swanna" I tomu cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu", eseje na temat Josepha Conrada i Thomasa Manna. Tłumaczyła głównie literaturę francuską i literaturę anglojęzyczną - Merton i Whitehead. Jej najwybitniejszym dziełem są Dzienniki i wspomnienia oraz wspomnienia o Karolu Szymanowskim.  Dziw bierze, że tak utalentowana kobieta została tak niedoceniona. Sama zresztą nie wierzyła w swój talent mówiąc, że jej twórczość jest mało znacząca, albo, co bardziej prawdopodobne po prostu swoje życie i swoją twórczość poświęciła Jarosławowi, żyjąc jak pisała w "cieniu wielkiego pisarza". 
Zapraszam do lektury "W stronę Anny"