poniedziałek, 18 sierpnia 2025

Kłamstwo - niezniszczalne narzędzie polityków.

 Oglądałem ostatnio na YT program  Roberta Makłowicza "Podróż przez Austrię - Przez Styrię". Pan Robert zatrzymał się w drodze w miasteczku Wiener Neustadt w kraju związkowym Dolna Austria. W swojej relacji słynny nasz podróżnik, krytyk kulinarny, pisarz, dziennikarz wspomniał, że w owym mieście urodził się Andrzej Bobkowski - autor dziennika "Szkice piórkiem". Zachęcony zamówiłem w/w książkę w księgarni internetowej. Trudno jest streszczać dzieło A. Bobkowskiego pisanego we Francji po wybuchu II wojny światowej. Po lekturze "Szkiców piórkiem" nasuwa się jedna myśl - czasy się zmieniają, ale my się nie zmieniamy. Dziennik Bobkowskiego pisany w latach 1940-1944 można śmiało odnieść do dzisiejszych czasów. Wnioski miejscami wręcz szokują trafnością i przenikliwością spostrzeżeń. Jednak jeden cytat przykuł moją szczególną uwagę. Co ważne  aktualny jest cały czas. 

" Nie wiem, czy istniała kiedykolwiek tak kłamliwa epoka jak nasza. Kłamstwo poparte siłą, wtłacza się w umysły ludzkie jako prawdę przy pomocy  najordynarniejszych metod i pod wysokim ciśnieniem. Każe się wierzyć i kwita. I w tej nawale kłamstwa umysł przestaje samoczynnie działać, poddaje się i idzie; jak filar mostu pod naporem wezbranej wody lub kry. Ludzie nie wierząc, wierzą. To jest tą najnowszą zdobyczą obecnego kłamstwa. Wierzchnia warstwa myśli i mózgu, przeznaczona do codziennego użytku, nie jest w stanie oprzeć się i poddaje się nie tylko wyszukanym, ale wręcz pierwotnym i gruboskórnym kłamstwom.  Jedynie głębsze warstwy mózgu i myśli działają normalnie i od czasu do czasu reagują. Wtedy dopiero odczuwa się, w jakich łańcuchach i w jakim spętaniu kłamstwem żyje dzisiejsza ludzkość. Bezsilność wobec tego kłamstwa  osłabia jeszcze bardziej odporność i ludzie najbardziej rozsądni zamieniają się w stado baranów. Obserwuję to na sobie; przeczytam coś w gazecie i dopiero po chwili łapię się na tym, że uwierzyłem. Całe narody wytresowano już w przyjmowaniu kłamstwa za prawdę; musisz połknąć - i połykają coraz gładziej, jak chore dziecko rycynę. Po tej pierwszej łyżeczce następne przychodzą łatwiej".

Andrzej Bobkowski "Szkice piórkiem" str. 165 wyd. z 2014 roku.

poniedziałek, 11 sierpnia 2025

Escape parlament

 Eskape parlament


W "Polityce" nr 32(3526) z dnia 06-08.2025 przeczytałem felieton Ryszarda Koziołka pt."Eskape apartament". Otóż redaktor spytał się sąsiadki czytającej ulotkę "co chcą nam sprzedać". W odpowiedzi usłyszał wizytę w "eskape room". Widnieje tam propozycja wejścia do Grobowca Kleopatry. Ów grobowiec to nic innego jak pokój z zagadkami, z którego nie da się wyjść, dopóki nie rozwiąże się zagadki. Tytuł mojego wpisu brzmi "Eskape parlament". Sąsiadka redaktora chciałaby w takim "eskape room" zamknąć posłów zanim dostaną karty do głosowania. Jestem szczerze za. Tyle tylko, że zamknąłbym w owym  parlamencie nie tylko posłów, ale i Prezydenta RP i Rząd. Wyjdą dopiero wtedy jak uzgodnią jak naprawić państwo, jak zaniechać  rozdawnictwa pieniędzy, korupcji politycznej itd. Dopiero wtedy otworzyłyby się drzwi parlamentu, aż wszystko zostanie uzgodnione i podpisane.  Podobnie jak autor felietonu "chciałbym doczekać polityka, który będzie się starał o moje dobro, a nie o mój głos. Który miałby odwagę nie tylko nic nie obiecać, ale nawet odmówić mi moich roszczeń...". Trochę byłoby to podobne do konklawe z lat 1268 do 1271 roku. Ponad trzy lata. Rekord absolutny. W tym miejscu warto wspomnieć o włoskim miasteczku Viterbo. To właśnie w tym miasteczku  miał miejsce najdłużej trwający wybór nowego papieża. Na koszt mieszkańców purpuraci obradowali 3 lata. I być może obradowali by dłużej, gdyby nie determinacja mieszkańców miasteczka, którzy zamurowali drzwi stąd nazwa "pod kluczem" - cum clave. Upór purpuratów jednak trwał nadal, zatem zaczęto im ograniczać porcje żywności. Gdy i to nie pomogło, zdjęto dach, więc obradowano "pod chmurką". Dopiero ten krok mieszkańców, skłonił kardynałów do wyboru nowego papieża. Został nim Grzegorz X w 1271 roku i to on właśnie zreformował wybór nowego papieża. Jest to jakaś namiastka "eskape room" dla naszego parlamentu.  Oczywiście nie chodzi o to, aby naszych posłów zamurowywać i zdejmować dach znad głów. W takim "Eskape parlament"  na początku należałoby przegłosować prawo o dwukadencyjności bycia posłem. Siedzenie w ławach poselskich dożywotnio jest chyba pierwszą rzeczą, której likwidacji powinni się domagać wyborcy. Można by ograniczyć diety za przeciąganie uchwalanie ustaw w nieskończoność i trzymanie w marszałkowskiej "zamrażarce". Może więc na rzeczy byłoby opracowanie takiej metody blokady drzwi, aby uniemożliwić przeciąganie uchwalenia ustaw w nieskończoność. Sejm staje się bowiem targowiskiem próżności, pustych i gołosłownych debat, pełnych wyzwisk. Może więc w przypadku Sejmu RP koncepcja owego "eskape room" dałaby dobre efekty. W końcu, bez demagogii, ale diety poselskie opłacane są z naszej kieszeni i wszelkie obiecanki polityków jako kiełbasa wyborcza również. Popieram więc w całej rozciągłości   sąsiadkę redaktora   "Polityki" i polecam artykuł.

poniedziałek, 4 sierpnia 2025

Wskrzeszone z nieistnienia

 Na wakacjach sięgnąłem po powieść Ałbeny Grabowskiej "Najważniejsze, to przeżyć". Rodzina Pataczków wraca po wojnie do zrujnowanej Warszawy, aby zamieszkać w ocalałym częściowo z pożogi wojennej domu przy ul. Marszałkowskiej. Nie będę streszczał powieści. Powiem tylko, że mnie powieść nie przekonała. Nie porwała. Owszem, ma rację autorka, że Warszawa była jednym wielkim powojennym gruzowiskiem i cmentarzyskiem. I do owego gruzowiska wracali ludzie, aby w odszukać swoich bliskich na cmentarzach wśród zgliszcz. Swoich domów, albo miejsca dla siebie, gdzie mogliby zacząć żyć w mieście na nowo. Jest to warszawski fenomen. Wracać właściwie do niczego i zaczynać od niczego. Jednak autorka zupełnie o tym fenomenie zapomina. Zapomina także, że na tych ruinach rozpoczyna się fenomen życia. Fenomen przeplatany tragicznymi ekshumacjami zwłok. Rozbieraniem całych budynków. Sprzątaniem gruzów. Jednak miasto zaczyna podnosić się z ruin, wracać do życia. Pierwsza linia tramwajowa. Pierwsze sklepy na Marszałkowej. Pierwsza woda w kranach. To wszystko to krok po kroku, mozolnie i wytrwale, po warszawsku, a więc we wspólnym zapale. Każda taka informacja to podnoszenie ludzi na duchu, że to wszystko co robią ma sens. Oczywiście nie brak wśród ludzi dramatów, nie brak traumy powojennej i na tym skupia się autorka. Natomiast zupełnie  pomija rodzącego się ducha entuzjazmu podniesienia miasta w ruin. Wskrzeszenia z nieistnienia. Szkoda, bo bez tamtego entuzjazmu nie byłoby dzisiejszej Warszawy.