niedziela, 13 kwietnia 2025

Listy

  Nadszedł Pani list, nadeszło szczęście, które się w nim kryje
                                                                                      Franz Kafka

 Listy - relikt przeszłości? Wyparły je SMS-y, e-maile, komunikatory. Piszemy je szybko, bez zastanowienia, bez pogłębionej treści, banalnie, byle jak i z błędami. Zapomnieliśmy co znaczył list, ile trzeba było na niego czekać, i jakim świętem było otrzymanie listu od rodziców, kochanej osoby, przyjaciela, przyjaciółki itd. Wystarczy jednak zajrzeć do zbiorów epistolografii, zbiorów listów sławnych ludzi (pisarzy, poetów, uczonych, duchownych) aby przekonać się jak był to sugestywny opis naszych przeżyć, tęsknoty za bliskim, nostalgii. Listy słynnych pisarzy to prawdziwe perły nie tylko epistolografii, ale w ogóle literatury. Jakie przeżycia towarzyszą czytając list od ukochanej opisuje Franz Kafka w " Listach do Mileny" "Jak Pani sądzi? Czy mogę jeszcze do niedzieli dostać list? To byłoby rzecz jasna możliwe. Ale ta radość z listów jest bezsensowna. Czy nie wystarcza jeden, czy nie wystarcza, że się wie? Na pewno wystarcza, lecz mimo to opiera się człowiek głęboko w fotelu i pije te listy, i wie tylko, że się nie chce mu  przestać pić". I cytat z drugiego listu z Meran 1 czerwca 1920 roku " Jak to pięknie, że otrzymałem Pani list i teraz muszę Jej odpowiedzieć - mimo niewyspanej głowy. Nie wiem, co mógłbym napisać, błądzę tylko pomiędzy wierszami  w świetle Pani oczu i oddechu Pani ust, niczym w atmosferze pięknego, szczęśliwego dnia, który nie przestaje być szczęśliwy i piękny, choć głowa jest chora i zmęczona i choć w poniedziałek odjeżdżam przez Monachium". Poznali się w praskiej kawiarni 1919 roku. Zaiskrzyło między nimi od razu. Nigdy jednak nie udało im się żyć w związku. Spotkali się tylko dwa razy. Raz na przełomie czerwca i lipca w Wiedniu 1920 roku, drugi raz 14-15 sierpnia 1920 roku w Pradze. Oprócz tego kila chwilowych odwiedzin chorego Franza przez Milenę. Cały romans, cała miłość pozostała w listach. Znamy jednak tylko listy Franza Kafki. Listy Mileny Jesenkiej  nie zachowały się. Na podstawie listów pisarza dowiadujemy się o czym pisała do niego Milena. On pisał o tym, o czym nie dowiemy się z jego powieści. Pisze więc o miłości, udrękach, lękach, chorobach. Swoją samotność, swoje cierpienie przelewał na papier listowy, jakby to był nie list, ale modlitwa, wręcz skarga, albo rozmowa zakochanych w cztery oczy  w kawiarni lub przytulnym pokoju. Jakże musiało działać oczyszczająco na psychikę i serce Franza pisanie do Mileny. Przytaczam motto z listu do Mileny "Nadszedł Pani list, nadeszło szczęście, które się w nim kryje".  Bywało że pisał listy codziennie. Tak jakby owo pisanie miało rekompensować fizyczny brak ukochanej. A przecież miłość domaga się spełnienia, a więc bycia razem, wspólnego dzielenia swojego losu w  szczęściu i nieszczęściu, wspólnej radości  i wspólnego smutku. A jednak okazało się to niemożliwe do spełnienia. Milena Jesenska - pisarka, dziennikarka, maltretowana przez swojego ojca, znanego chirurga i neurologa, przez którego została zamknięta na rok w zakładzie psychiatrycznym. Ojciec nie chciał dopuścić do jej małżeństwa z Ernestem Pollakiem -  Żydem. Z mężem też nie była szczęśliwa. Zdradzał ją z innymi kobietami. Tak zrodziła się miłość do Franza Kafki. Tragiczny los pisarki dokonał się w obozie koncentracyjnym w Ravensbruk, w którym została zamordowana. Namacalnie spełniło się proroctwo autora "Procesu" i "Zamku" o totalitaryzmie, gdzie człowiek jest  tylko nędznym robakiem w zbrodniczej machinie państwa totalitarnego. Na szczęście dla Kafki już po jego śmierci.
  Pisząc listy dokładać trzeba staranności w pisaniu. Co innego bowiem mówić, mową potoczną. Tak dziś piszemy na komunikatorach i na mailach. Jest to więc zapisana mowa potoczna, pełna kolokwializmów. List natomiast wymaga zwięzłości, staranności, zastanowienia o czym chcemy napisać, aby to co napiszemy było eleganckie, napisane pięknym słowem. Zdarzały się też często listy pisane emocjonalnie, w których już samo pismo zdradzało emocje. Tak pisali listy wielcy artyści, pisarze i uczeni. Podobnie staraliśmy się pisać i my. Pisaliśmy na papierze listowym. Najpierw rozpoznawano charakter pisma. Pismo świadczyło o nas. Było pierwszym znakiem rozpoznawczym nas. Potem przechodziło się do czytania. Najpierw jednak, podobnie jak pisze Franz Kafka, szukaliśmy miejsca, owego fotela, aby można było "błądzić między wersami w świetle Pani oczu i oddechu Pani ust" i czytać jakbyśmy "te  listy pili". Czytać kilka razy, rano i wieczorem, do snu i po przebudzeniu. Listy od ukochanej osoby przecież tylko napisane, ale tak napisane, jakby w momencie czytania kochany - kochana byli  obok nas, byli z nami, siedzieli przy nas.
  Zapomnieliśmy  dziś w coraz bardziej pędzącym świecie, że list przykuwał naszą uwagę, był jak święto, czymś uroczystym, wyjątkowym co pobudzało naszą wyobraźnię. W świecie komunikatorów i emotikonów zapomnieliśmy o pisaniu listów. Pisaniu słowami pełnymi miłości, wycyzelowanymi, starannymi i eleganckimi. A przecież w czasach gdy pióro zastąpił laptop, można pisać listy na przykład na Wordzie, na którym można znaleźć odpowiednią czcionkę podobną do pisma i napisać list pełen uczuć. Wymaga to skupienia i wsłuchania się w siebie, o czym chcemy pisać, aby czytająca osoba mogła się wzruszyć słowami i je "pić". Słowo pisane w liście znaczy więcej od mowy potocznej i maili. To wręcz literacko ujęte słowa dla drugiej osoby, oznaczające szacunek i zaufanie do niej, a nawet miłość. Takie są listy Kafki do Mileny.

Polecam gorąco przeczytanie listów Franza Kafki i Mileny Jesenskiej

niedziela, 2 marca 2025

Trzy lata tęsknoty

 Trzy lata temu odeszła na zawsze moja Kochana Żona - Krysia


Nici tęsknoty

Kiedy to było
Trzy lata temu
Wczoraj
Przed chwilą

Odeszłaś
Lecz zostawiłaś
Nawiniętą na szpulę tęsknotę

Co się rozwija
Nicią pamięci
Kiedy czas upływa

Ziemowit Szafran
Słupsk
02.03. 2025 r.


sobota, 1 marca 2025

Ohydna twarz Ameryki

 Świat przeżywa emocjonalne i psychiczne trzęsienie ziemi po tym co stało się na  spotkaniu prezydentów Trumpa i Żełeńskiego w  Białym Domu. Dotąd  nie widzieliśmy co się dzieje za kulisami świata polityki. Dowiadywaliśmy się z uładzonych protokołów po spotkaniach dyplomatów i fałszywych uśmiechach na ich twarzach podczas  dyplomatycznych lunchów. Teraz Trump, Vance i s-ka zerwali maski z twarzy i postanowili pokazać całemu światu ohydne oblicze gabinetu obecnego prezydenta USA. Ohydne bo sięgające moralnego upadku, które domaga się kapitulacji nie od agresora, ale od ofiar. Tylko bowiem ktoś moralnie upadły, może żądać od ofiary, natychmiastowej kapitulacji, czyli zaniechania walki o życie, godność, honor. Walki o prawo do samostanowienia o sobie, o swoją mowę i kulturę. Walkę o szczęście matek, aby wychowywały synów i córki nie po to, aby szli na front, ale kształcili się i żyli szczęśliwie w swoim kraju. Skąd my to znamy, a jak niektórzy nie wiedzą, to niech sobie natychmiast przypomną. Źródeł w Internecie jest tysiące i można dokładnie sprawdzić. Ameryka już nie raz pokazała swoje dyletanctwo, bo przecież nawet prezydent Roosevelt nie uwierzył w obozy koncentracyjne, a misja Jana Karskiego spełzła na niczym. O dyplomacji amerykańskiej nie będę jednak pisał. Wydaje się, że zawsze patrzy przez pryzmat giełdy na Wall Street. Czy może pomagać przyjaciel przyjacielowi żądając od tego haraczu? Pomoc jest zawsze bezinteresowna, ponieważ udzielając pomocy walczymy o wartości najwyższe jakimi są życie i godność człowieka. Są to wartości  niepoliczalne ani na giełdzie Wall Steet, ani przez algorytmy AI komputerów Elona Muska. Albo się jest przyjacielem, który gotów jest nieść pomoc ofierze, albo się  przyjacielem nie jest. Wtedy można żądać kapitulacji ofiary, uznając przez to racje agresora. Ohydna twarz moralnego upadku,  którą pokazał Trump jakże podobna jest portretowi Doriana Graya. Tylko człowiek dla którego moralność przelicza się na pieniądze,  może  żądać kapitulacji od ofiary po to, aby robić tam business. Rodzi to od razy pytanie, jak owe interesy robić i z kim. Czy z ofiarą, czy z agresorem, który przecież nie odda wspaniałomyślnie tego co zajął! Zatem czy ofiara ma się stać kolonią zwycięzców?  Haraczem za pomoc?  I to jest prawdziwa twarz pięknej Ameryki, niczym bohatera powieści Oskara Wilda, dopóki nie spojrzał na zasłonięty swój portret, malowany przez malarza i nie zobaczył na nim  ohydnego i prawdziwego oblicza swej duszy i  twarzy. Może więc powinniśmy być wdzięczni Donaldowi Trumpowi za pokazanie prawdziwego oblicza. Wątpię tylko czy przeczytał powieść "Portret Doriana Graya" Oskara Wilde. Gdyby przeczytał może by się zastanowił? Wątpię jednak, ponieważ na Wall Street powieści nie obstawiane są w akcjach.

Ziemowit Szafran
01.03.2025 r.

poniedziałek, 27 stycznia 2025

Auschwitz nie spadł z nieba

 

  Dzisiaj przypada 80 rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. W tytule niniejszego wpisu przytaczam cytat z przemowy Marian Turskiego w 75 rocznice wyzwolenia obozu zagłady. Wydaje mi się, że słowa obóz zagłady lepiej pasuje do tego, co się w tym miejscu wydarzyło i nie tylko tutaj. Obóz koncentracyjne nie  zawsze, szczególnie u ludzi młodych, wywołuje adekwatne skojarzenia. A jest to miejsce szczególne gdzie zamordowano, zlikwidowano w bestialski sposób -1100000 Żydów i nie tylko. Ale to bestialstwo zrodziło się w ludzkich głowach! Marian Turski powiedział " Auschwitz nie spadło z nieba. Zaczęło się od drobnych form prześladowania Żydów. To się wydarzyło, to znaczy, że może wydarzyć się wszędzie na Ziemi". Wojny wywołują politycy żądni władzy i w tym celu zdolni do dzielenia ludzi na gorszy i lepszy sort, nadludzi, podludzi, i nieludzi. Szlachetnych i robactwo. Wystarczy wspomnieć, że prześladowanie Żydów najpierw miało miejsce w Austrii, a konkretnie w Wiedniu, którego ulicami chodził nie doszły student ASP - Adolf Hitler. Świat dzielą politycy i możni tego świata, dla których wartości moralne określa aparat bezpieczeństwa, który ściga przeciwników politycznych, lub ilość posiadanego majątku i kapitału, jak w przypadku Elona Muska. Amerykański miliarder proponuje, aby zapomnieć o tym co było. Nie mogą bowiem Niemcy ciągle żyć czymś, co zgotowali ich dziadowie. Musk i s-ka nie zdają sobie chyba sprawy, co zgotowano, że faszyzm, nazizm a z drugiej strony zbrodniczy komunizm, rozlewały się bardziej lub mniej po całym świecie. W USA także. Zapomnienie staje się przyczynkiem do odrodzenia się podobnych tendencji i ideologii. Tym bardziej trzeba mieć w pamięci słowa niemieckiego filozofa Georga Wilhelma Friedricha Hegla, który ostrzegał "Historia dowodzi, że z historii ludzie się niczego nie nauczyli"To słowa bardzo ważne, które niestety nie są wysłuchiwane przez ludzi. Wcale bowiem nie jest powiedziane, ani napisane, że historia sprzed 80 lat się nie powtórzy. Wtedy, gdy się już zadzieje kolejny mniejszy lub większy konflikt mówimy historia nauczycielką życia. Tyle tylko, że uczniowie jakoś mało pilni, albo wręcz się nie uczący.  

  Wydaje się, że nasze życie coraz bardziej oplątane jest przez sieci kabli internetowych. Mając pod kontrolą media społecznościowe, portale internetowe, telewizję można wpływać na całe społeczności poprzez manipulacje, fake newsy, AI, dezinformację. 
  Będąc w Warszawie 27. stycznia 2022 roku poszedłem na spacer przez Plac Grzybowski, po czym skręciłem  w uliczkę Próżną. Wybrukowana ulica ze stojącymi trzema domami ocalałymi z zagłady Getta Warszawskiego. Na Woli ocalał tylko kościół św. Augustyna. Reszta to była pustynia gruzu. Nie byłoby tego, gdyby nie zrodziła się w politykach szaleńcza ideologia zagłady Żydów a później innych narodów. Nic by jednak z tego nie wyszło, gdy nie spotkało się za ludzi przyzwoleniem. W większości bowiem faszystowskie rządy, a potem terror, powstał w drodze demokratycznych procedur wyborczych.
  Wszedłem do kawiarni Próżna. Mała, klimatyczna kawiarnia. Gdy jednak zacząłem pić kawę, zdałem sobie sprawę, że klimat owej kawiarni, to nic innego jak zapisana w ścianach historia. Nim wszedłem do niej na kawę spostrzegłem, że  na jednym tylko z rewitalizowanych zabytkowych domów, zastawiono skrawek muru ze starych cegieł, wystający około dwóch metrów nad chodnik. Sięgnąłem po notatnik i długopis i tak powstał niżej przedstawiony wiersz.


Skrawki pamięci


                W 80 rocznicę zagłady Getta Warszawskiego

Spaceruję zaułkiem ocalenia
Idąc po lśniącym bruku – pytam
Czy nie jestem jak profan?
I nie stąpam po sacrum?
Czy tu, gdzie jestem ktoś nie skonał?
Na oczach żebraczego tłumu
Rozwartymi oczami patrzył w niebo
Próżno czekając na odpowiedź

Śmierć stawała się wybawieniem
Obnażony szkielet wołał – dlaczego?!
Dlaczego czarne nie było czarnym?
A białe przestało być białym?

Przeszłość idzie w zapomnienie
Umieszczamy ją w muzeum pamięci
Czas jak deszcz rozmywa tropy
Wygładza myśli jak bruk ulewa

Historie zamykamy w niepamięci
Umieszczamy w sejfach serwerów
Zasłaniamy stare cegły nowym tynkiem
Zamazując znamiona historii

Niecierpliwość życia nie dopuszcza historii
Przemykają myśli jak wiatr nieuchwytnie
Ocalała ściana ostrzeżenie szepce
Budujecie przyszłość na skrawkach pamięci

czwartek, 9 stycznia 2025

Od przybytku głowa nie boli?

   Od przybytku rzekomo głowa nie boli, tym niemniej wszelki nadmiar, może przyprawić nas o nie lada dylemat, co z owym nadmiarem zrobić? Ów nadmiar to leżące na stole książki, czekające na przeczytanie. Michał Rusinek w swojej książce pt. Nadbagaż w opowieści Poziomki pisze, że jego ulubionym słowem w książce Yee-Lum Mark Innymi słowy jest japońskie słowo  tsundoku,  czyli kupowanie książek i nieczytanie ich, tylko gromadzenie. W moim wypadku nie ma to zastosowania, jako że zanim postawię je na półkę, to je przeczytam. Przy czym nie odstawiam ich jak do gabloty w muzeum. Wracam do nich, czytam ponownie. Jednak teraz na moim stole w pokoju leżą książki, a problemem jest, którą  najpierw wziąć do czytania. Każda bowiem jakby do mnie mówiła - ja pierwsza, ta obok może poczekać. Wszystko przez świąteczną kartę podarunkową na książki o wartości dwustu złotych. Oficjalnie od Mikołaja. Hojny. Nieoficjalnie a w rzeczywistości - od córki i zięcia. Suma nie licha. Można więc było wybrać, a na promocjach jeszcze dodać sobie jedną lub dwie. Zadowolony więc z zakupu zacząłem się zastanawiać, którą pierwszą zacząć czytać. Czterech na raz nie dam rady. Przerastałoby to możliwości mojej percepcji. Wpadłem zatem na pomysł, że jeden dzień poświęcę na czytanie jednej książki. W przeciwnym razie Robert Oppenheimer mógłby się znaleźć nagle na kawie w japońskiej kawiarni. Byłoby to nawet całkiem ciekawe, ale o czym by tam rozmawiał. Chyba, że byłby z kobietą, to może prowadziłby konwersację o japońskich herbatach i literaturze. Miałby o czym mówić, próbował bowiem pisać książki.  Albo szef Los Alamos spotkałby Michała Rusinka w podróży do Finlandii lub Indii.  Z kolei Karol Szymanowski mógłby przedstawiać swoje  kompozycje wielkiemu fizykowi, który nota bene miał znakomity słuch i grywał na fortepianie, lub Michałowi Rusinkowi. Tak więc jedna książka na jeden dzien. Poza tym powieści Zanim wystygnie kawa Toshikazu   Kawaguchi   lub Nadbagaż Michała Rusinka można wziąć ze sobą do kawiarni, czego nie można zrobić absolutnie z tomiszczami Oppenheimer-triumf i tragedia ojca bomby atomowej lub Jak Karol Szymanowski pisał o sobie. Biorąc owe tomiszcza do kawiarni, zafundowałbym sobie niechybnie nadbagaż. Tak więc książki cierpliwie czekają na swoją kolej, a ich bohaterowie mają małą szansę na spotkanie. Choć nigdy nic nie wiadomo, są  przecież jeszcze sny, fantazja, poezja lub filmy.

piątek, 3 stycznia 2025

W pokoju obok

 Wczoraj, po raz pierwszy w nowym roku 2025, wybrałem się do kina na film W pokoju obok Pedro Almodovara. Hiszpański twórca, jako nieliczny w mężczyzn, umie robić filmy o kobietach. Nie pomyliłem się. I tym razem film jest o dwóch kobietach, przyjaciółkach. Nie będę streszczał filmu. Zresztą słowo - streszczam - powinno wrócić do naszego słownictwa natychmiast, zamiast słowa spoilerować, nadużywanego   w wypowiedziach najprzeróżniejszych ekspertów i celebrytów.  Zatem nie będę streszczał, bo to tak, jakby mówić jaki smak ma wino. Trzeba po prostu spróbować. A film trzeba koniecznie zobaczyć. Jeżeli więc nie będę streszczał, to naświetlę po krótce jego problematykę. Obraz Pedro Almodovara  stawia kilka  pytań, często zadawanych na spotkaniach przyjaciół, podczas rozważań etycznych i filozoficznych na sympozjach. Jak daleko może ingerować  państwo i prawo w nasze prawa obywatelskie, prawa wyboru i wręcz prawa człowieka. Czy przypadkiem twórcy prawa nie chcą,  nie tylko być bardziej świętymi od papieża, ale nawet świętszymi od Pana Boga stosując zimne i bezuczuciowe przepisy. Takie prawo nie ma uczuć, empatii. Takie prawo nie rozumie cierpienia. Ten wątek poruszony przy końcu filmu warty jest kontynuacji, jeżeli nie przez samego Almodovara, to przez innego reżysera lub reżyserkę ( w Polsce mogłyby się zająć tą tematyką Agnieszka Holland lub Małgorzata Szumowska). Cały zresztą film to są pytania zadawane widzom.  Ile może znieść bólu psychicznego i stresu osoba opiekująca się terminalnie chorą? Jak to się na nich odbija? I jaką powinny mieć opiekę, aby wyjść z syndromu wypalenia? To bardzo ważne pytanie? Na koniec pytanie, które przewija się przez cały film, choć ja poruszam je jako ostatnie. Jak pomóc osobie terminalnie chorej wiedząc, że medycznie jej nie pomożemy? Czy można ją zostawić samotną? Oddać do hospicjum, w którym nie zazna bliskości przyjaciół i rodziny, czy też do końca się zaangażować i asystować jej do końca. I w końcu stanąć przed dylematem co robić, nie biorąc w pewnych czynnościach udziału, ale wiedząc o nich? Czy osoba terminalnie chora, świadoma, może nas tak bardzo angażować i zostawić z prawnym problemem? Nie będę pisał o co chodzi, choć zapewne można się domyśleć. Film W pokoju obok wart jest oglądnięcia. Nie jest to amerykański film akcji, w którym bohater uprawia slalom miedzy kulami, bez szwanku. To obraz pełen refleksji, pytań do widzów, na które powinni sobie odpowiedzieć. Polecam.

czwartek, 7 listopada 2024

Rocznica




09 listopada minęłaby 50 rocznica naszego ślubu. Odrzuciliśmy wszelkie przesądy, że nie bierze się ślubu w listopadzie. Byliśmy ze sobą 47 lat. Dla niektórych młodych małżeństw dziś - cała wieczność, wręcz nieosiągalna. Niestety los sprawił inaczej. Krysia odeszła 2,5 roku temu.  Pozostały mi tylko zastygłe uśmiechy na  zdjęciach, wspomnienia i pamięć i okrutny brak jej uśmiechu, poczucia humoru, niesamowitej wiedzy i niejednego talentu. 







Rocznica

Dla mnie wpięłaś kwiaty  we włosy
Powiedziałaś - tak miły
Na przekór nieżyczliwym życzliwym
W posagu dałaś mi serce
Ja ci dałem do końca  siebie
Czy to dużo, czy mało
Dla nas to było wszystko
Cały posag na życie
Innym starcza na rok
Może dwa albo wcale
Nam wystarczył do końca
Zanim los upomniał się o swoje
Ciągle teraz przynoszę ci kwiaty
Lecz nie wepniesz ich nigdy  we włosy 

Ziemowit Szafran
Słupsk 07.11.2024r.



Przemijanie

Leżeliśmy w ogrodzie
Zrywaliśmy słodkie winogrona
Spijaliśmy nektar młodości

Wróżyliśmy ze studni
I ze studni piliśmy
A spragnieni byliśmy siebie

Studnia dzisiaj wyschnięta
Zarośnięta chaszczami i bluszczem
Raj młodości obrócił się w niwecz

Próżno szukam maciejek i floksów
Zniknął zapach lewkonii
Nie odnajdę już kęp lawendowych

Kwiatów całe naręcza
Niosę teraz do miejsca
Gdzie nikt już nie pragnie

Ziemowit Szafran
Żyrardów
03.07.2022 r